Elżbieta Kalinowska

Psycholog kliniczny, psychoterapeuta w Ośrodku "Polana"


Droga alkoholika do decyzji o leczeniu

Każdy, kto próbuje namówić alkoholika do leczenia, z pewnością spotka się z jego strony z oporem. Jego przeciwstawianie się leczeniu, obrona tego, co go niszczy, jest trudna do zrozumienia.

    Osoby angażujące się w pomoc często doświadczają wobec tego złości i w odpowiedzi na opór zwiększają siłę swojego nacisku. Wierzą, że tym sposobem lepiej uświadomią uzależnionemu, jak bardzo poważny ma problem i łatwiej skłonią do podjęcia leczenia. To jednak działa przeciwnie do zamierzeń, wzmacnia niechęć alkoholika do współpracy i prowokuje do udowadniania, że jest lepiej, niż się wydaje.
    Jeśli chcemy skutecznie motywować osobę uzależnioną do podjęcia leczenia, musimy najpierw, przynajmniej przez chwilę, spojrzeć na sytuację jej oczami. Pozwoli to lepiej ją zrozumieć i zaakceptować niechęć do podjęcia leczenia, jako rzecz naturalną i oczywistą. W tym celu musimy przyjrzeć się, jak w ogóle przebiega proces podejmowania decyzji o zaangażowaniu specjalisty, bez względu na to, jakiego problemu rzecz dotyczy, a następnie nałożyć go na sytuację, w jakiej znajduje się alkoholik. W efekcie otrzymamy odpowiedź na pytanie, dlaczego on "nie chce się leczyć" i co można zrobić, aby ułatwić mu podjęcie tej decyzji.

Specjalista to ostateczność

    Nieważne, czy chodzi o cieknący kran, chorobę gardła czy problemy emocjonalne, w każdej sytuacji problemowej zanim sięgniemy po pomoc, potrzebujemy czasu na rozeznanie tego, co właściwie jest problemem i czy możemy poradzić sobie z tym własnymi siłami. Pomoc specjalisty spostrzegamy na ogół jako pewną ostateczność i jest dość oczywiste, że nie zgłaszamy się po nią za każdym razem, gdy tylko napotkamy na jakąś trudność. Zbyt szybkie zwracanie się o pomoc mogłoby być sygnałem poważnego problemu z poczuciem własnej kompetencji, a także obniżałoby poczucie własnej wartości.
    W procesie radzenia sobie z trudnością możemy wyróżnić następujące etapy:

  1. Uświadomienie sobie problemu - rozpoznawanie, na czym on polega, co jest jego przyczyną, co go podtrzymuje, jakie są możliwe rozwiązania, co się stanie, jeśli nie zostanie rozwiązany.
  2. Samodzielne działania naprawcze - poszukiwanie rozwiązania metodą prób i błędów, wykorzystywanie swoich umiejętności i innych zasobów do poradzenia sobie z problemem.
  3. Uznanie swojej bezsilności wobec danej trudności - przystosowanie do problemu lub sięganie po pomoc specjalisty.
    Wydaje się dość oczywiste, że zanim zaczniemy się angażować w zmiany, musimy uznać istnienie problemu - obrazowo mówiąc, nie zaczniemy naprawiać cieknącego kranu, jeśli nie usłyszymy, że coś z niego kapie.
    Gdy już wiemy, że coś przestało działać, w naturalnym odruchu próbujemy poradzić sobie we własnym zakresie, wykorzystując wszelkie posiadane zasoby - wiedzę, doświadczenie, różnego rodzaju "narzędzia". W przypadku cieknącego kranu pewnie zaczniemy od próby dokręcenia kurka. Być może, jeśli mamy taką umiejętność, podejmiemy się wymiany uszczelki.
    Zanim wezwiemy hydraulika musimy najpierw przekonać się, że nie jesteśmy w stanie sami nic zrobić, aby rzecz naprawić. To ma sens, ponieważ często rzeczywiście potrafimy radzić sobie samodzielnie i jeśli się da, to lepiej specjalisty nie wzywać. Nie tylko dlatego, że będzie to budujące, jeśli sami sobie z czymś poradzimy, ale też dlatego, że wprowadzenie osoby trzeciej w nasze życie jest bardzo ryzykowne. Trzeba się liczyć z utrudniającymi życie komplikacjami i "postawieniem świata na głowie". Nie wiadomo, jak długo będzie to trwało i ile przyjdzie nam za to zapłacić. Im problem poważniejszy tym więcej bałaganu może wyniknąć z interwencji specjalisty, dlatego zanim sięgniemy po pomoc, dokonujemy rachunku zysków i strat, co jest lepsze - "cieknący kran" czy zamieszanie związane z jego naprawą. Często też jesteśmy w stanie przystosować się do danej trudności i żyć z nią dalej. Jest wiele sposobów na to, aby "wygłuszyć kapanie z nienaprawionego kranu". Im lepiej potrafimy się przystosować do problemu, tym pewniej będziemy zwlekać z wezwaniem specjalisty do czasu, kiedy już nie będzie wyjścia i np. woda buchnie z kranu pod wielkim ciśnieniem, zalewając kuchnię. W takim układzie proces decyzyjny zwykle trwa już krótko.
    Anonimowi Alkoholicy mówią: "alkoholik musi osiągnąć swoje dno, aby móc się od niego odbić", w pewnym sensie każdy z nas, decydując się na pomoc specjalisty, czeka na takie swoje dno, gdzie staje się jasne, że jest ona niezbędnie konieczna. Wystarczy przypomnieć sobie, jak często chodzimy na badania kontrolne i jak szybko udaje nam się znaleźć czas na wizytę lekarską, gdy naprawdę coś zaczyna boleć...
    Alkoholik opierający się leczeniu jest dokładnie w takiej samej sytuacji, jak każdy z nas rozważający, na ile pomoc jest konieczna, i dokładnie w ten sam sposób dochodzi do swoich decyzji. Różnica polega jedynie na tym, że jemu jest znacznie trudniej ten swój problem rozpoznać i poczuć, a znacznie łatwiej jest się do niego przystosować, co bardzo mocno wydłuża cały proces.

Skąd wiadomo, że jest problem?

    Pracując z osobami uzależnionymi, nieraz miałam okazję słyszeć zdanie, że "alkoholik dowiaduje się ostatni" - to trafne określenie, sam zainteresowany długo dochodzi do wniosków i spostrzeżeń, które dla jego otoczenia są od dawna oczywiste i o których już mu od długiego czasu "trąbili". Jednak do tego, aby zaangażować się w działanie i zmianę, trzeba nie tylko wiedzieć i słyszeć o problemie, ale też wyraźnie go poczuć, a z tym niewątpliwie alkoholik ma trudność. Pije właśnie dlatego, aby nie czuć zbyt mocno swoich emocji i nie zamartwiać się kłopotami. Alkohol służy mu do tworzenia i utrzymywania nierealnej wizji "świata bez problemu".     Powstaje pytanie, kiedy alkoholik ma doświadczyć problemu z piciem.
    W uzależnieniu okresy nietrzeźwości przeplatają się z momentami względnie normalnego życia. Można powiedzieć, że w życiu alkoholika istnieją dwie rzeczywistości. Kiedy jest pijany, problemy przestają istnieć lub wydają się mało istotne. W okresach "spokoju", gdy nie pije w ogóle, problemy pozostają w ukryciu, ponieważ będąc trzeźwym, ponownie wypełnia on większość swoich obowiązków i ról życiowych. Do tego jego otoczenie, ceniąc sobie ten czas względnego spokoju, stara się unikać tematu picia, aby "nie wywoływać wilka z lasu". Wiedzie więc takie życie, jakby problem nie istniał.
    Właściwie jedynym momentem, kiedy alkoholik może odczuwać picie jako problem, jest czas trzeźwienia i krótki okres zaraz po nim. Jest to czas, kiedy najsilniejsze objawy odstawienia ustępują i gdy przychodzi refleksja nad ostatnim piciem. Pojawia się poczucie winy tzw. kac moralny. Niestety, w związku z tym, że czas picia jest zakryty częściową niepamięcią, alkoholik nie potrafi doprecyzować, z czym konkretnie wiąże się jego wina, a to oznacza, że będzie dążył nie tyle do jej naprawienia, ile raczej do usunięcia przykrości związanej z tym uczuciem. Mógłby dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co się stało na podstawie śladów, jakie pozostawia stan upicia się, jednak często jest to niemożliwe ze względu na działania, jakie podejmują osoby z jego otoczenia. Dzieje się tak, ponieważ konsekwencje picia dotykają nie tylko samego uzależnionego, ale też ludzi wokół niego, są oni żywo zainteresowani tym, aby je jak najszybciej zlikwidować. W końcu nikt nie lubi jak członek jego rodziny leży na klatce i zanieczyszcza się. Dlatego nie obudzi się on w brudzie na ziemi pod drzwiami, lecz we własnym łóżku, wyczyszczony i wstępnie ogarnięty. Przyjmie ten fakt za dowód na to, że nie jest z nim tak źle, skoro mimo upicia się dotarł w to miejsce.
    Nie mając namacalnych dowodów na to, jak bardzo nie kontroluje swojego życia, nie wierzy słowom otoczenia i uznaje je za przejaw nieuzasadnionej wrogości. Dlatego w pracy terapeutycznej z bliskim tyle mówi się o konieczności pozostawienia konsekwencji picia alkoholikowi. Jeśli zasnął na podłodze, niech śpi tak do rana, jeśli nabrudził, niech się w brudzie obudzi.

Zrobię to sam

    Nawet najbardziej nadopiekuńcze otoczenie nie da rady niwelować wszystkich konsekwencji picia, co nieuchronnie, choć powoli, prowadzi alkoholika do refleksji, że jednak ma jakiś problem. Korzystając z wcześniej opisanego przykładu, można powiedzieć, że alkoholik na tym etapie "zaczyna widzieć i słyszeć, że kran przecieka". To sprawia, że już tak mocno nie upiera się, że wszystko jest w porządku i zaczyna przyznawać, że coś musi zrobić. Trudność polega na tym, że pijąc, doprowadził do spiętrzania się problemów, których teraz jest bardzo dużo. Ma kłopoty ze zdrowiem, nastrojem, stresem, relacjami z innymi ludźmi, z pracą itd. Picie spostrzega w tym układzie, nie jako przyczynę tych trudności, ale jako sposób radzenia sobie z nimi.
    Mówi: "piję tylko dlatego, że mam problemy". Skupiając się na poszczególnych trudnościach i doraźnym działaniu alkoholu, nie zauważa, że w dłuższym czasie picie nie tylko pogłębia te problemy, dla których miało być lekarstwem, ale też generuje wiele nowych.
    Traktowanie picia jako skutku, a nie przyczyny, sprawia, że alkoholik rozwiązuje nie ten problem, co potrzeba. Na przykład stwierdza, że problemem jest gderanie żony i próbuje na różne sposoby "uciszać ją" albo zgłasza się do psychiatry, aby leczyć się na depresję. Te działania nie przynoszą trwałej poprawy, ponieważ picie nieustannie powiększa trudności - w podanych przykładach komplikuje relacje z "gderającą żoną" i trwale pogarsza nastrój, nasilając objawy depresyjne.
    To, co może być pomocne dla alkoholika na tym etapie, to łączenie problemów, jakie przeżywa z działaniem alkoholu. Oznacza to konieczność otwartego mówienia o piciu, co bywa wyzwaniem dla osób z jego otoczenia. Nie tylko rodziny uznają picie za temat tabu, ale też osoby obce, np. często się zdarza, że lekarze unikają w rozmowie z pacjentami dokładnego pytania o picie i kierowania na leczenie odwykowe osób, u których rozpoznają choroby powiązane z działaniem alkoholu. Mówią np. "proszę nie przesadzać z alkoholem" nawet do tych, których podejrzewają o alkoholizm.
    W szeregu problemów, jakie z czasem zaczynają docierać do uzależnionego, pojawia się też, świadomość braku kontroli. W swoich rozmowach z alkoholikami przekonałam się, że często potrafią oni dość realnie to ocenić. Wiedzą, że jak zaczną, to nie mogą skończyć, że często ich picie wygląda zupełnie inaczej niż zamierzali i że potem mają z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Właściwie wystarczy w takiej rozmowie wycofać się z nacisków na zmianę alkoholika, aby usłyszeć wypowiedzi pokazujące, że ma on znacznie bardziej realny ogląd tej sytuacji, niż się początkowo wydawało.
    Uznając swój problem z kontrolą picia, alkoholik podejmuje szereg działań, pozwalających mu odzyskać panowanie nad sobą. Postanawia nie pić przez jakiś czas, np. w Wielkim Poście albo do imienin. Próbuje w pewnych sytuacjach ograniczać się i pić tylko trochę - np. "tylko piwo do obiadu", "lampkę wina w czasie jakiejś uroczystości" albo po prostu "wpaść na kielicha". Czasem włącza też swoją partnerkę do tego, aby pomogła mu w tej kontroli i dała jakiś znak, kiedy powinien skończyć.
    Wysiłki te często dają pozytywne efekty. Rzeczywiście wypija on tylko to "jedno piwo" albo nie pije w tym czasie, który sobie założył. To utwierdza go w przekonaniu, że jest na dobrej drodze i że jak chce może panować nad alkoholem. To z kolei uspokaja go i zachęca do dalszego picia z założeniem, że jak będzie trzeba, to ponownie uruchomi kontrolę. Problem w tym, że jego możliwość kontroli jest upośledzona, więc nie może jej sobie włączać w dowolnym czasie, kiedy chce. Do tego picie kontrolowane wymaga naprawdę dużego wysiłku woli, co sprawia, że prędzej czy później alkoholik odpuści sobie. Będzie mu też szczególnie trudno w sytuacjach wymagających dodatkowego nakładu energii, np. w stresie lub gdy odniesie jakiś sukces.
    Znowu potrzeba dużo czasu i wielu doświadczeń, żeby alkoholik mógł się przekonać, że rzeczywiście nie wie, co się stanie, jeśli zacznie pić. Tak jak wcześniej pomocna może być postawa bliskich, którzy konsekwentnie pozostawiają mu konsekwencje picia (nie zacierają śladów) i otwarcie mówią o tym, co widzą i czują w różnych sytuacjach, np. "kolejny raz obiecałeś, że wypijesz tylko piwo, a nie trzeźwiałeś przez trzy dni".

Odbicie się od dna

    W miarę upływu czasu i kolejnych zdarzeń alkoholik coraz mocniej doświadcza różnego rodzaju problemów i strat. W miarę uzależnienia "alkohol traci też swoją moc" i już nie daje takiego wytchnienia jak kiedyś. Po wypiciu jest lepiej tylko przez chwilę, a to "lepiej" to też już wcale nie jest "dobrze".
    Alkoholik dochodzi do dna, czyli momentu, w którym już nie ma ucieczki. W tym miejscu ma dwie możliwości - żyć z tym dalej lub odbić się i wprowadzić w swoje życie radykalne zmiany. To jest moment, w którym najłatwiej zdecydować się na zaangażowanie specjalisty, pod warunkiem, że się uda do niego dotrzeć.
    Wielu alkoholików po dojściu w to miejsce pije dalej właśnie dlatego, że nie widzą przed sobą żadnej innej możliwości. Można powiedzieć, że przystosowują się do "życia na dnie". To również może być moment na realną pomoc otoczenia. Często tak się właśnie dzieje, że to bliscy znajdują namiary na ośrodki leczenia, zbierają informacje o zasadach terapii i warunkach przyjęcia. Towarzyszą w pierwszej wizycie, aby było łatwiej tam dotrzeć.
    Ten opisany wyżej proces pokazuje, jak alkoholik dochodzi do swojej wewnętrznej motywacji i kiedy leczenie ma największe szanse powodzenia. To jednak nie oznacza, że tylko w tym momencie leczenie ma sens. Na ogół alkoholicy przechodzą po kilka terapii, ponieważ docierają do specjalisty na każdym z wyżej opisanych etapów. Kontakt ten, za każdym razem ma sens, nawet jeśli nie kończy się "wyleczeniem", czyli trwałą abstynencją. Takie sytuacje, kiedy alkoholik spotyka się z kimś z zewnątrz, aby rozmawiać o swoich problemach, składają się na jego lepsze zrozumienie tego, co się z nim dzieje i przyspieszają proces decyzji.
    Na etapie rozpoznawania swojego problemu alkoholik przychodzi do specjalisty, bo to zapewni mu spokój, w związku z naciskami otoczenia. Przychodzi, bo ktoś inny tego chce, ale sam jest zdania, że nie ma żadnego problemu. To daje okazję do rozmowy koncentrującej się wokół tej różnicy i może być szansą dla alkoholika na zobaczenie siebie z szerszej perspektywy.
    Na etapie samodzielnego radzenia sobie, alkoholik przychodzi do specjalisty, aby "leczyć swój problem" w oderwaniu od kwestii alkoholu. Celem tego spotkania powinno być włączenie picia w obraz problemów, jakie on sam dostrzega oraz urealnienie przekonań związanych z możliwością kontroli picia. Często jest to właśnie treść leczenia odwykowego, na które alkoholicy często trafiają, nie będąc jeszcze na etapie głębokiej decyzji o zmianie. Warto brać pod uwagę, że takie leczenie może skończyć się powrotem do picia i że jest ono nadal elementem procesu dochodzenia do wewnętrznej motywacji. Często takie picie po leczeniu lub w jego trakcie daje bardzo mocny impuls do rzeczywistej zmiany.
    Podsumowując, jeśli chcemy namówić alkoholika do leczenia, powinniśmy pamiętać o tym, aby nie naciskać zbyt mocno na jego zmianę i dążyć raczej do poszerzania jego świadomości problemów. Powinniśmy pamiętać, że jego obraz własnej sytuacji z założenia musi być bardziej optymistyczny niż osób patrzących z boku. Na tym właśnie polega alkoholizm, że człowiek funkcjonuje w odcięciu od świata przeżyć. Z tego powodu alkoholik potrzebuje dużo czasu i naprawdę jasnych, wyraźnych komunikatów ze strony otoczenia. Warto z nim pracować na każdym etapie dochodzenia do decyzji o zmianie, nie oczekując jednak, że od razu przekona się do idei trzeźwego życia.