Elżbieta Kalinowska
Psycholog kliniczny, psychoterapeuta w Ośrodku „Polana”


Co zrobić, żeby pomóc alkoholikowi?


Tytuł tego artykułu jest „ulubionym” pytaniem żon, dorosłych dzieci czy innych osób bliskich alkoholikowi. Często sprowadza się do kwestii: jak go zmusić do niepicia?

    Osoba, która je zadaje jest na ogół zdesperowana i ma za sobą wiele różnych prób wymuszenia zmiany na swoim pijącym bliskim. Jej doświadczenie jest źródłem poczucia bezsilności, że cokolwiek się zrobi, działa na chwilę i to coraz krótszą. Skoro taka osoba trafia do specjalisty uzależnień, na ogół oznacza to, że już przeszła naprawdę długą drogę i wypróbowała wiele sposobów.

    Przychodzi z nadzieją, że specjalista pomoże jej znaleźć skuteczniejsze metody wpływu i jest bardzo rozczarowana, jeśli dowie się, że jedyną osobą, która może coś zmienić, jest sam pijący, a to, co proponuje jej specjalista – to coś w rodzaju pracy nad sobą, choć ona nie czuje, żeby robiła cokolwiek wymagającego zmiany. To pijący ma problem, a że niespecjalnie się tym przejmuje, ona przychodzi za niego, w zastępstwie. Sam pijący nie wygląda na zaniepokojonego piciem. Na ogół odmawia współpracy albo podejmuje ją dość niechętnie, znajdując wiele argumentów przemawiających za tym, że żadna pomoc nie jest mu potrzebna.

Co się dzieje?

    Trudno się oprzeć wrażeniu, że dochodzi tutaj do pęknięcia związku przyczynowo-skutkowego i rozdzielenia zachowań i ich konsekwencji pomiędzy dwie różne osoby. Tworzy to kłopotliwą sytuację zależności dwóch osób i sprawia, że zmiana staje się czymś trudno osiągalnym.

    Możemy dokładniej prześledzić, co dzieje się pomiędzy tymi osobami, jeśli weźmiemy przykład zachowania innego niż picie. Wyobraźmy sobie kogoś, kto tak organizuje swój czas, że co rano wybiega z domu w wielkim pośpiechu, aby zdążyć na autobus. Bliska mu osoba może się tym denerwować, ale nie dotyka jej to zbyt osobiście i może sobie pozwolić w tej sytuacji na pewien dystans, a nawet zrozumienie.

    Teraz wyobraźmy sobie, że pewnego dnia ten spieszący się, biegnąc, boleśnie skręci sobie nogę w kostce. Ten ból natychmiast sprawia, że zmienia swoje typowe zachowania. Już nie biega, staje się bardzo ostrożny, a czasem w ogóle przestaje chodzić. Znajduje czas na wizytę u lekarza i nie ma oporu, podejmując nawet kłopotliwe leczenie. Jest bardzo prawdopodobne, że w większym stopniu zacznie cenić czas na spokojne wyjście z domu i spróbuje zmienić swoje nawyki w tym zakresie.

    To wszystko jest możliwe dlatego, że osoba ta czuje boleśnie wyraźny związek pomiędzy swoim zwyczajem a konsekwencjami, jakich doświadcza.

    A co by się stało, jakby jej bólu doświadczał ktoś inny? Skąd ten spieszący się ktoś miałaby wiedzieć, jak chronić swoją skręconą kostkę, skoro nie czuje bólu, skąd by wziął powód i siłę do zmiany? Co może zrobić ta osoba, która czuje cudzy ból i wie, jak bardzo bieganie uszkadza skręcony staw, skoro to nie ona biegnie i nie o jej nogę tu chodzi? Boli ją, więc szuka pomocy, im dłużej to trwa, tym bardziej tej pomocy potrzebuje, tylko, że nie da się wyleczyć cudzej nogi. Co może powiedzieć lekarz komuś, kto obolały przychodzi do niego po pomoc z powodu choroby kogoś innego?

    Tak właśnie wygląda sytuacja w rodzinie z problemem alkoholowym – pijący wygląda jakby problem go nie dotyczył, podczas gdy ktoś bliski boleśnie odczuwa, że to droga ku samozagładzie. Trudno się dziwić, że to bliska osoba jest najbardziej zmotywowana do jakiejś zmiany, kłopot tylko w tym, że ta zmiana miałaby dotyczyć kogoś, kto nie czuje takiej potrzeby.

Kto tu zwariował?

    Wobec tak wielkiej rozbieżności w ocenie sytuacji osoby uwikłane w uzależniony związek zaczynają się licytować: „kto tu zwariował”. I często zaczynają postrzegać pomoc i leczenie w kategoriach kary i potwierdzenia: „to z tobą jest coś nie w porządku”. Dlatego osobie bliskiej uzależnionemu bardzo trudno jest skupić uwagę na sobie w oderwaniu od tego, co robi alkoholik. Dla niej problem jest w nim i raczej nie będzie widzieć powodu do pracy nad sobą. To jego zachowanie jest źródłem bólu i to jest coś, co trzeba zmienić, podjęcie pracy nad sobą oznaczałoby przyznanie się do tego, że to z nią „coś jest nie tak”, a na to trudno się zgodzić.

    Jednak bez tej przynajmniej częściowej zmiany siebie, będzie bardzo trudno cokolwiek w tym układzie ruszyć. Żeby alkoholik zaczął chcieć zmiany, musiałby poczuć jakiś problem z powodu picia. Czyli posługując się naszą wcześniej opisaną analogią, ktoś, kto wybiega rano w pośpiechu, musiałby poczuć ból skręconej nogi, aby zacząć o nią dbać i rozważyć zmianę zwyczajów. Bliski, który wyraźnie czuje ból, musiałby w jakiś sposób oddać to doświadczenie samemu zainteresowanemu.

    W przypadku uzależnienia to czucie jest w dużej mierze zniesione przez działanie alkoholu. Zmienia on emocje w sposób szybki i radykalny, dlatego właśnie ma moc uzależniającą. W chwili, kiedy się po niego sięga, niezależnie od tego, co jest potem, doświadcza się zmiany emocji. Ludzie piją alkohol, aby nie czuć smutku, złości, nudy, skrępowania, aby zamiast tego poczuć więcej luzu, rozbawienia, spokoju. Alkohol wyłącza jedne emocje i w zamian daje inne, lepsze. To się dzieje niezależnie od sytuacji, ta się nie zmienia i w momencie wytrzeźwienia, nadal będzie generować tę samą (albo większą) przykrość jak ta na początku. Stąd jest dość krótka droga do tego, aby znów sięgnąć po alkohol i znów doświadczyć „cudownej przemiany” przykrości w przyjemność. To jest właśnie podstawa uzależnienia.

    Mogłoby wydawać się, że nie ma nic złego w tym, że ktoś chce choć na chwilę oderwać się od szarości życia codziennego i poczuć się dobrze. Jednak problem polega na tym, że emocje pełnią w naszym życiu funkcję drogowskazów. One nas informują o tym, co dzieje się w naszym życiu, motywują nas do działania i dają energię. Emocje przykre mówią – „musisz coś zmienić”, a przyjemne – „rób tak dalej, wszystko jest w porządku”. Jeśli pojawiają się w związku z tym, co naprawdę dzieje się w naszym życiu, jesteśmy w stanie dobrze funkcjonować, ale jeśli pod wpływem chemii pojawiają się niezależnie od sytuacji, bardzo mylą. Alkoholik, zamieniając swoje emocje na przyjemne, utwierdza się w przekonaniu, że jest na dobrej drodze i nie ma ochoty nic zmieniać.

    Kiedy trzeźwieje, zaczyna odczuwać przykrość i to w większym stopniu niż przed piciem, bo doświadcza różnego rodzaju konsekwencji swojej nietrzeźwości. Może np. obudzić się na ławce w parku bez butów i zegarka. Takie przykre „lądowanie”. To może być dla niego leczące. Każda taka sytuacja może być małą cegiełką budującą jego poczucie, że picie jednak stanowi problem. Z czasem tego rodzaju przykre doświadczenia mogą zaowocować podjęciem leczenia i zmianą. Jest to jednak proces długotrwały, ponieważ alkohol ze względu na swoje właściwości jest bardzo atrakcyjny.

    Leczenie oznacza rozstanie się z możliwością szybkiej zmiany przykrości w przyjemność, a to nie jest pociągająca perspektywa. Lepiej jest uwierzyć, że zło, które się stało, miało inne przyczyny. Alkoholik „chroni” i na tysiąc sposobów usprawiedliwia swoje picie. Jak już jest naprawdę źle, może przyznać, że pewne kosmetyczne zmiany są możliwe, np. ograniczenie ilości czy zmiana rodzaju spożywanego alkoholu na słabszy. Jednak raczej nie ma co liczyć, że podejmie radykalne kroki na dużą skalę – do tego potrzebuje naprawdę wielu mocnych doświadczeń, a nie jednorazowej interwencji. Bliscy na ogół przeceniają ich siłę, często spodziewają się, że istnieje jakiś radykalny sposób, który „otrzeźwi” pijącego. Jeśli jakieś ich działania nie przynoszą tego rodzaju efektów, uznają je za zupełnie nieskuteczne i mają tendencję do poszukiwania coraz to nowych pomysłów. To sprawia, że ich działaniom brakuje konsekwencji i nie stanowią dla alkoholika przekonywujących komunikatów. Nie są przygotowani na to, że dochodzenie alkoholika do zmiany jest długotrwałym procesem, do którego mogą jedynie przyczyniać się swoją postawą.

    Sprowadza się ona do oddawania mu wszelkich możliwych konsekwencji picia, jakie się da. Można powiedzieć, że najbardziej pomocne jest niepomaganie. To jest dla bliskich bardzo trudne, bo poza tym, że martwią się postępującą degradacją pijącego, również ponoszą realne koszty jego picia. Chcąc je ograniczyć, przejmują na siebie część konsekwencji, które i tak alkoholik słabo sobie uświadamia, broniąc picia przed sobą i innymi.

    Często bliska osoba, a nie pijący wstydzi się wobec innych ludzi i to ona naprawia zniszczenia i tak organizuje życie rodziny, aby ograniczyć niszczący wpływ alkoholu. To dość naturalne i zrozumiałe, ale też w ten sposób bliscy sami wchodzą w rolę kogoś, kto „czuje cudzy ból”. Dodatkowo redukują cierpienie, jakie mogłoby być udziałem pijącego, i niechcący zmniejszają w ten sposób jego motywację do zmiany.

    Tak więc jeśli ktoś bliski chce pomóc alkoholikowi, powinien w szczególny sposób wyczulić się na te momenty przejmowania odpowiedzialności za picie i nie brać jej na siebie. Powinien pozwolić alkoholikowi na doświadczenie trudności, jakie wynikają z picia oraz łączyć przyczynę (picie) z jej skutkami (problemy). Wymaga to zdjęcia tabu z tematu picia i odwagi do nazywania rzeczy po imieniu.

    Jak widać, jest to niezwykle trudne i obciążające zadanie, dlatego pierwszym krokiem do pomocy alkoholikowi jest zbudowanie własnej siły, pewności i niezależności. Jeśli ktoś żyje pod jednym dachem z alkoholikiem, powinien bezwzględnie zadbać o siebie, aby samemu „mocno stać na swoich nogach”.

Komu pomóc pierwszemu?

    Kluczowe w pracy z rodzinami jest przeformułowanie celu „jak MU pomóc” na „jak pomóc SOBIE”. Skupienie się na sobie jako kimś oddzielnym od alkoholika. Kimś, kto nie musi wraz z nim przeżywać wszystkich wzlotów i upadków. Kimś, kto może choć w części przywrócić właściwy porządek rzeczy, w którym skutki zachowania dotykają przede wszystkim jego autora.

    Pewna zależność zawsze istnieje, gdy ludzie są razem, ale nie trzeba jej dodatkowo pogłębiać. Jeśli bliscy zaczynają korzystać z terapii i grup wsparcia dla osób uzależnionych, mają szansę spojrzeć na sytuację trochę jakby z boku, bez angażowania swojego poczucia odpowiedzialności i własnej wartości (np. żony alkoholików bardzo często mają przekonanie, któremu uzależniony chętnie przyklaskuje, że „gdyby były lepszymi żonami, to on by nie pił”, starają się spełnić jakieś oczekiwania w nadziei, że to rozwiąże problem picia).

    Kiedy bliska osoba zaczyna dbać o siebie, nie angażuje się już tak mocno w redukowanie skutków picia, pozostawia pewien obszar cierpienia alkoholikowi i nazywa to, co się dzieje po imieniu, z reguły zaczyna słyszeć od alkoholika różnego rodzaju obietnice odnośnie do ograniczenia lub zaprzestania picia. To, co jest bardzo charakterystyczne dla bliskich, to ich wielka podatność na tego rodzaju deklaracje; można odnieść wrażenie, że bardzo łatwo przyjmują je za fakty i mocniej ufają słowom niż swojemu doświadczeniu. Wycofują się z jakichś motywujących dla alkoholika decyzji, opierając się na swoich nadziejach, a nie na tym, co rzeczywiście się dzieje. Na przykład żona alkoholika decyduje się na rozstanie i rezygnuje z niego w chwili, gdy mąż przyzna, że ma problem i obieca, że „coś” z tym zrobi. Tak cieszy się tym, co słyszy, że szybko uznaje problem za zamknięty, podczas gdy od słów do czynów u alkoholika prowadzi dość długa droga. To, co pomaga ją przejść, to konsekwencja bliskiej osoby i jej koncentracja na tym, co pijący robi, a nie na tym, co mówi. Wymaga to dużej wytrwałości i odporności.

    Wszystko, co może zrobić bliski, to nieustannie pomagać alkoholikowi w odzyskaniu „czucia”, jednak choć wymaga to dużego nakładu sił i jest to proces rozciągnięty w czasie, może nie wystarczyć do tego, aby pijący zaczął w pełni uświadamiać sobie związek pomiędzy piciem i cierpieniem, jakiego w życiu doświadcza. To tworzy niezbyt optymistyczne perspektywy dla bliskich, dlatego niezwykle ważne jest też, aby pamiętali oni, że ich własne życie to coś znacznie więcej niż troska o pijącą osobę i nie musi się sprowadzać jednie do kwestii: czy on pije, czy nie. Czasem takie zaangażowanie się w inne życiowe sprawy może być (choć nie musi) uzdrawiające dla obu stron.

Jak pomóc alkoholikowi ─ wskazówki dla osób bliskich

  1. Pomaganie mu to zadanie na lata, a nie na jedną rozmowę. Nie licz na to, że on się zmieni radykalnie pod wpływem jakiejś Twojej jednorazowej interwencji.
  2. Czyny znaczą więcej niż słowa – jeśli chcesz, aby on coś zrozumiał, musisz do swoich słów dołączyć działanie, a swoje nadzieje budować na tym, co on robi, a nie na tym, co mówi.
  3. Nie naprawiaj tego, co zepsuł przez picie – nie tłumacz przed innymi ludźmi, nie lecz mu kaca – pozwól mu doświadczyć bolesnych konsekwencji picia.
  4. Działaj konsekwentnie – jeśli powiedziałaś, że coś zrobisz, zrób to, jeśli nie czujesz się na siłach, to nie mów, że zrobisz. Pamiętaj ─ nie masz żadnego argumentu, który byłby mocniejszy od jego chęci napicia się.
  5. Pomocy może udzielać tylko ktoś, kto sam stoi pewnie na swoich nogach – znajdź osoby, które rozumieją, z czym się zmagasz i korzystaj z ich wsparcia. Dbaj o siebie.
  6. A przede wszystkim:

    Pamiętaj, że Twoje życie nie sprowadza się do jego picia czy leczenia, że jest czymś znacznie większym, o co warto zadbać!